>>>
Jestem.
Wtopiony w tło staram się nie wyróżniać. Nie jest mi pisane siedzenie w miejscu, więc nie bardzo mi to wychodzi. Nie jestem typem domatora. Walorem pokrewnym stała się natura, w której obserwuję i dostrzegam piękno, a jednak nie potrafię go zgłębić, choć zmusza mój ograniczony umysł do zadumy nad sensem bytowania.
Jestem. Raz tu raz tam. Dryfuję? Nie. Spełniam swoje przeznaczenie. Wędruję, dokąd mam przeświadczenie, że powinienem. Jakbym miał wyrytą gdzieś w środku mapę, lecz nie zawsze wyraźnie ją widzę.
A po co właściwie? Nie lepiej osiąść gdzieś i nie przejmować się niczym? Zapewne. Ale może każdy w świecie nam poznanym ma określony cel. Pytanie czy go odnajdziemy i wypełnimy? A jeśli to właśnie mnie przeznaczono być w jakimś określonym miejscu, w konkretnej porze, widzieć coś i zachować się tak a nie inaczej. Może podać komuś pomocną dłoń, nie uciekać. Co zrobię? Może każdy człowiek ma przeznaczony cel. A jeśli ja nie wypełnię swojego, będę może przez własną ignorancję winny czyjegoś nieszczęścia. Nie wielu myśli w ten sposób. Nie udzielenie pomocy, ucieczka nie czyni z nas tylko tchórzy, lecz winnych czyjegoś bólu a może utraty życia.
Zbierając doświadczenia w codziennej egzystencji zaczynam coraz lepiej pojmować innych ludzi. Rozumieć, co przezywają.
To sprawia, że łatwiej okazać innym cząstkę dobra. Altruizm, empatia nakazują mi nie pomijać ludzi mnie otaczających.
Wędruję przez życie świadomie, choć brak dostatecznej wiedzy o tym, jakie procesy nadają nam taki a nie inny kierunek. Oprócz tych przesłanek, które pozwalają wierzyć i okoliczności spychających nas w jakimś kierunku nie pozostaje nic więcej jak iść za wewnętrznym głosem. Każdy w sobie go słyszy, lecz tylko, jeśli nie pozwolimy zagłuszyć go czemukolwiek, komukolwiek, nawet samemu sobie.
Życie jest wspaniałe i pełne przygód. Każdy dzień ubogaca moje wnętrze uwrażliwiając na ten głos, aby u kresu wędrówki móc rzec – szedłem za głosem, który mnie prowadził wypełniając swoje przeznaczenie.
>>>